20 minut pod dworcem w Katowicach. Strach wychodzić z domu

Poniedziałek wieczór, dla wojewody Wieczorka plac Marii i Lecha Kaczyńskich, dla mnie plac Szewczyka. Ośmiu mężczyzn, głośnych i ewidentnie pod wpływem alkoholu, wzięło za zakładników wszystkich przechodniów – jeden zły krok, przydługie spojrzenie i można mieć kłopoty. Bezdomni zaczepiali ludzi w najlepsze, przed Dworcem raban. Reszta szczęśliwych, pozostawionych w spokoju osób (wśród nich i ja) sytuację obserwowała z rezerwą, podczas gdy za rogiem Strażnicy Miejscy byli już zajęci inną interwencją – pod dworcem godziny szczytu. Mandat, chyba za picie w miejscu publicznym, wypisany, najbardziej zaczepialski reprezentant ekipy akurat przeszedł koło radiowozu. Lepsza okazja trafić się nie mogła, więc rozpoczęła się interwencja. Po jakichś 10 minutach awantury na placu, no ale jak to mówią, lepiej późno niż później. 

I tu naprawdę nie chodzi o to, żeby skrytykować obecnych na miejscu funkcjonariuszy. Wręcz przeciwnie – strażniczkę miejską, która mężczyznę zatrzymała, pozdrawiam i życzę jej łatwiejszej pracy, a już na pewno w bardziej komfortowych warunkach. Rzecz jest w tym, że dwuosobowy patrol nijak nie może sobie poradzić z grupą ośmiu pijanych mężczyzn, z czego co najmniej jeden wykazywał się agresją. Szczęście w nieszczęściu jest takie, że większość grupy kłopotów nie szukała. Zaczepialski kolega został wręcz wygnany z towarzystwa za zbytnie przyciąganie uwagi ochrony – tak też znalazł się w okolicy radiowozu. Niemniej, jak to w życiu bywa, na kolegę krzyczeć możemy my, a nie jakaś Straż Miejska, więc banita dostał potężne wsparcie. I tak koło dwóch strażników zgromadziła się cała grupa. Chyba nie muszę mówić, jak skuteczna to była interwencja. 

Nie zabrakło również dramatyzmu – zaczepiony bezdomny aktorsko zaczął wykrzykiwać, czy ktoś chce go skuć. Mandat, jak sam powiedział, na nim wrażenia nie robi. No, ujął to znacznie mniej elegancko. Sytuację nieco poprawili funkcjonariusze Ochrony Dworca, którzy akurat wyszli na przerwie na papierosa i podnieśli liczby – po ich wyjściu stosunek sił rozkładał się 1 do 2, oczywiście z przewagą stałych bywalców placu Szewczyka, co w porównaniu do początkowego 1 do 4 było widoczną poprawą. Gdyby było inaczej, niestety mogłoby się to skończyć tragedią, a już na pewno rękoczynami. 

I nagle się okazuje, że powrót do domu jest wyzwaniem, o spokojnej podróży ze słuchawkami w uszach można zapomnieć. Jako mieszkanka Katowic wiem co robić: szybkie tempo kroku, unikanie kontaktu wzrokowego, częstowanie papierosem, zamiast standardowego udawania, że nie palę albo paczkę mam na wykończeniu. Wiem też, których miejsc unikać – również w Śródmieściu. Oczywiście nie powinnam być zmuszona do myślenia o takich rzeczach, no ale cóż zrobię. Na chwilę jednak odsuńmy na bok odczucia mieszkańców i zastanówmy się nad turystami.  

Dwa tygodnie z rzędu Katowice gościły duże i uznane już festiwale muzyczne. Przez miasto przewinęła się masa ludzi, z których duża część przyjechała do Katowic koleją. I co przyjezdni widzą jako pierwsze? Tę i wiele innych, być może nawet gorszych, sytuacji. Taka to nasza niechlubna “wizytówka”. Wystarczy wspomnieć, że mój partner na co dzień mieszkający we Wrocławiu, był bardziej przerażony moją niespełna 30-minutową podróżą do domu niż swoją niemal 3-godzinną. 

Jaki z tego wniosek? Całkiem oczywisty. Liczba przedstawicieli służb w centrum jest zastraszająco mała, no chyba że organizujemy WUF – wtedy trzeba się pokazać. Takie i inne sytuacje, które dzieją się pod nosem Straży Miejskiej, w bliskiej okolicy Komendy Wojewódzkiej, ba, koło komisariatu przy ul. Stawowej, to nie jest coś, na co władze miasta powinny pozwalać. Rozumiem przeciążenie służb, niskie płace, brak chętnych do Straży Miejskiej, ale jakoś ten problem trzeba rozwiązać. Nie może być tak, że mieszkańcy boją się wracać z Dworca PKP w poniedziałek o godz. 20.

No cóż, ponarzekałam i szanownych czytelników również do tego zachęcam. Możecie się dzielić z redakcją podobnymi wrażeniami.

Kontakt: Redakcja@KatowiceTeraz.pl

Obrazek domyślny
Magdalena Kwaśniok