Centrum: Utoniemy w śmieciach

Miejscowość w Stanach Zjednoczonych miała stać się libertariańską utopią – bez żadnych władz, decyzyjnego gremium wybranego spośród swoich przedstawicieli, czysta samoorganizacja i czysty anarchokapitalizm. I wiecie co? Zajęli się wszystkim… poza odpadami. Gdyby eksperyment był kontynuowany, utonęliby w śmieciach. To zupełnie jak my. W naszym przypadku nie jest to jednak konsekwencją badania naukowego, a niekompetencji władz samorządowych. Podsumowując wstęp w pięciu słowach: jest brudno, i to bardzo.

Są takie dni, kiedy idziesz do pracy, wracasz do domu i czujesz, że twoje miasto po prostu nie działa. O wieczornym powrocie pisałam w zeszłym tygodniu (prawdziwe wyzwanie!), dzisiaj więc zapraszam do zapoznania się z obrazkową historią o mojej najkrótszej drodze z mieszkania do biura. Po drodze łatwiej jest znaleźć śmieci niż Żabkę.

Nie trzeba iść daleko – wystarczy park koło domu

Zwiedzanie Szlaku Moderny wymaga patrzenia w górę. Szkoda, że w czasie podziwiania budynków można się potknąć o lodówkę. Rozpoczynamy sekcję spożywczą:

Wszystko, co potrzebne w domu; znajdzie się i materac, i kosz na śmieci. Koło prawdziwego kosza na śmieci.

Wiecie, co jest najgorsze? Osoby, które nieopatrznie wyjdą z dworca nie tą stroną, co trzeba, przejdą przez ulicę Andrzeja. Ponownie, odłóżmy na bok opinie mieszkańców; ludzi, którzy nad lodówką mają swoje okna albo przechodzą koło niej do pracy. Jak mamy przekonać przyjezdnych, że Katowice są dobrym miejscem do życia, skoro zapraszając do centrum, zapraszamy na wysypisko śmieci?

Rozumiem, że polityka wywozu odpadów wielkogabarytowych funkcjonuje w określony sposób – wywóz raz na dwa tygodnie, tylko ze zgłoszonych do programu budynków i tylko jeśli sofę czy lodówkę odpowiednio przygotowano. Rozumiem też, że najprawdopodobniej właściciele wyżej pokazanych materaca i lodówki tych formalności nie dopełnili, ale na litość. Czy to oznacza, że z tą lodówką już zostaniemy? Jako znaki rozpoznawcze Katowic ludzie będą wymieniali Spodek, Nikiszowiec i sprzęt AGD? Zresztą, jeżeli funkcjonowanie wywozu tak wygląda, to chyba należałoby coś zmienić. Edukowanie mieszkańców nie wystarczy.

Kiedy zapytałam o system wywozu odpadów, dostałam od urzędników grafikę, z której co najwyżej można zrobić zabawę w Bingo: zaznacz wszystkie rzeczy, które spotkałeś dzisiaj na ulicach Katowic.

Oczywiście, to nie jest wina ludzi, którzy wykonują swoją pracę, zbierając odpady z terenu miasta (i odpowiadając na moje pytania), ale to nie sprawia, że problemu nie ma. Trzeba wymyślić rozwiązania systemowe, być może zatrudnić większą liczbę personelu, bo naprawdę niedługo śmieci nas zatopią.

Obrazek domyślny
Magdalena Kwaśniok