Zejście pod rondo znowu zamknięte. Trudno jest być pieszym w Katowicach

Urząd Miasta poinformował, że dojście do Ronda Jerzego Ziętka od strony Koszutki zostanie ponownie zamknięte. Wcześniej do mediów trafiła informacja o opóźnieniu w pracach remontowych, których celem jest budowa zjazdu rowerowego – pierwotnie prace miały zostać zakończone na początku września, ostatecznie jednak zakończenie remontu ma nastąpić ok. 6 miesięcy później.

Opóźnienie nie przeszkodziło urzędnikom w udostępnieniu pieszym części schodów w czasie konferencji WUF11 – stwarzanie pozorów to przecież podstawa. Od 8 lipca mieszkańcy Koszutki ponownie jednak będą musieli korzystać z przejść dla pieszych przy ul. Sokolskiej lub przejścia podziemnego, które znajduje się dopiero na wysokości ul. Morcinka, tym samym solidnie nadkładając drogi.

Miałam szczerą nadzieję, że opóźnienie, które miały wynikać z rzekomej troski o zieleń (jakby to komuś wcześniej przeszkadzało w katowickich modernizacjach), i tak nie przedłuży prac bardziej niż do początku października. Tym samym liczyłam na to, że utrudnienie dojścia do terenu Uniwersytetu na jednym semestrze się skończy. Nic bardziej mylnego. Przez kolejne pół roku zamiast spaceru muszę wybrać tramwaj.

Już na tym przykładzie widać jak na dłoni sytuację pieszych w Katowicach. Niezależnie od tego, kto ją wypunktuje; mieszkanka okolic Koszutki czy turysta z Danii, wygląda ona dokładnie tak samo – źle. A nie można przecież zapomnieć o sytuacji osób niepełnosprawnych, która jest znacznie gorsza. Katowice oferują im bowiem jedynie pozorne przystosowanie infrastruktury – jak już jest jakaś winda (co chyba samo w sobie powinniśmy poczytywać za sukces!), po prostu nie działa.

Rozumiem, że skoro chcemy poprawić sytuację rowerzystów z Koszutki (a w tej części Katowic amatorów kolarstwa nie brakuje), musimy się na chwilę poświęcić. Trudno jednak nie zadać pytania: dlaczego nie stworzono odpowiedniej infrastruktury w czasie remontu przejść podziemnych i dlaczego nie zorganizowano ich inaczej? Źle rozwiązane światła na skrzyżowaniu przy ul. Sokolskiej nie poprawiają sprawy.

Otwarcia przejścia na czas WUF11 nie można nazwać więc inaczej niż maskaradą. Podczas konferencji miasto przynajmniej wykazało zainteresowanie sytuacją pieszych, podjęło jakąś próbę rozwiązania problemu – niezależnie od tego, czy była ona udana. Urbaniści wyjechali, słowa krytyki popłynęły, a wniosków jak nie było, tak nie ma. No ale rozumiem – syndrom oblężonej twierdzy zadziałał. Skoro katowiczanie nie chcą słyszeć o problemach pieszych od Duńczyka, działając w myśl zasady ”krytykować możemy my ich, ale nie oni nas”, liczę na to, że słowa katowiczanki będą bardziej na miejscu.

Obrazek domyślny
Magdalena Kwaśniok