Wybory, wybory, wybory… I co wybory to samo

Wybory, wybory, wybory… I co wybory to samo. Czyli niska frekwencja i ogólny brak zainteresowania.

Kojarzycie historie z katastrofami lotniczymi? Pewnie zdarzyło Wam się zobaczyć jakiś dokument lub po prostu śledzić media tuż po katastrofie smoleńskiej. Zazwyczaj mamy jakiś ciąg przyczynowo-skutkowy. Zazwyczaj do katastrofy nie przyczynia się jeden błąd, ale cały łańcuch. Zawodzi mechanika, pilot jest w słabszej formie, więc nie wyłapuje od razu awarii, etc., co niechybnie prowadzi do katastrofy. Podobnie jest z wyborczą frekwencją!

Wybory do Rada Jednostki Pomocniczej nr 19 Piotrowice – Ochojec zakończyły się katastrofą demokracji. Nie jest to żadna sensacja, bo zazwyczaj wybory do rad dzielnic kończą się frekwencyjną rzezią. W jednej z komisji wyborczych frekwencja wyniosła całe 3,54%! Rozliczajmy zatem winnych.

Władze miasta? Wielu tak pewnie dziś lub za kilka dni napisze. A wierzycie, że gdyby Marcin Krupa wrzucił film gdzie zachęca do udziału w głosowaniu w swojej rodzinnej dzielnicy, to kogoś by to zachęciło do udziału? Wierzycie, że informacja na pierwszej stronie miejskiej gazety przyniosłaby efekt?

Naiwni jesteście. Problemem rzeczywiście są władze miasta, ale w ujęciu instytucjonalnym. Problemem jest, że nikt w Polsce, kto ma władze, nie chce się tą władzą dzielić. Rząd nie chce oddawać władzy i pieniędzy samorządom, te zaś nie chcą się dzielić władzą i pieniędzmi z niższymi formami lokalnej samorządności (rady dzielnic, NGOsy itp). Po co więc głosować na ludzi, których narzędzia władzy są tak skromne? Oczywiście miłym gestem byłoby zobaczenie filmu, gdzie dany prezydent czy radny oddaje głos w wyborach do rady dzielnicy.

Kolejny problem to kompetencje radnych. Pamiętajcie: niska frekwencja to większa szansa dla kandydujących oszołomów. Im mniej z Was zagłosuje, tym większa szansa na lokalnego populistę w składzie rady, który będzie ją systematycznie kompromitował w oczach mieszkańców i władz miasta. Kto po takim cyrku będzie kandydował i brał udział w następnych wyborach?

Kto jeszcze winien? Środowiska polityczne! Zawsze byłem przeciwny upolitycznianiu rad dzielnic. Dziś już wiem, że trzeba to rozróżniać! Źle jeśli radni na sesji kłócą się o obecność Polski w UE, dobrze jeśli partyjny aktyw który za 2,3 lub 4 lata będzie kandydował w wyborach do rady miasta zacznie swoje pierwsze kroki w samorządzie od rady dzielnicy. Łatwiej jednak wrzucać nam na listę partyjnych podrzutków z różnych części Polski, którzy naprędce przed wyborami uczą się miasta do którego zostali zesłani.

Dobra, kto jeszcze? Winni są sami kandydaci. Zebrać podpisy, złożyć kandydaturę w komisji wyborczej i poprosić sąsiadów z piętra o głosowanie i jakoś to będzie. Niestety dla wielu z kandydatów tak wygląda przebieg kampanii wyborczej. To jest niestety pato-kampania. A wystarczy zainwestować jakieś 500 zł w promocję własnej kandydatury. Promowane posty na FB, kilkadziesiąt plakatów lub ulotek wyborczych, żeby mieszkańcy mogli przeczytać, o co walczę. Nielicznych stać na taki gest, niestety. Dlaczego? Część z kandydatów to mąż i żona, brat i siostra, bo to kandydaci z łapanki, którzy w imię ratowania honoru dzielnicy zgodzili się kandydować i tylko tyle.

I tak zataczamy koło. Dodałbym jeszcze brak odpowiedzialności, ale to się wiąże z brakiem narzędzi. Z drugiej strony jak dawać narzędzia ludziom, którzy nie zawsze są kompetentni? Jak budować odpowiedzialność bez pieniędzy? Ktoś powie, że idealistom nie są potrzebne dodatkowe narzędzia i pieniądze, bo i tak z poczucia obowiązku zrobią swoje. Tak, to prawda, ale nawet najbardziej porywcza idea z czasem wygasa. To się nazywa wypalenie i właśnie to ostatnio usłyszałem od jednej bardzo aktywnej osoby. Smutne.

Dokąd to doprowadzi? Pewnie co niektórzy myślący w perspektywie „od ciszy wyborczej do ciszy wyborczej” parskną śmiechem. Ja jestem jednak daleki od dowcipkowania. Doprowadzi Nas to do miejsca gdzie rządzić będą nami ludzie bez perspektywy, bez wiedzy, bez idei i bezczelni. Ważna będzie rekomendacja politycznego *dilera i kropka.I oby zawsze ludzi dobrej woli było więcej, niż tych drugich.

* nie to nie jest literówka

Na zdjęciu na pocieszenie taka fajna praktyka z Rada Jednostki Pomocniczej Nr 10 Katowice Dąb, z poprzedniej kampanii. Tutaj poprzednicy zadbali o dobro następców.

Default image
Adrian Szymura
Rada Jednostki Pomocniczej nr 12 Koszutka