Rady dzielnic. O pięknym narzędziu, którego wszyscy wciąż się uczymy

Piękna idea – rady dzielnic (czy, jak kto woli – rady jednostek pomocniczych) jako najniższy szczebel samorządu. Blisko ludzi, blisko ich codziennych spraw. Swoista sąsiedzkość wpisana w DNA. Jak to wygląda w praktyce? Jak ze wszystkim, bardzo różnie.

Rady dzielnic są potrzebne, nie ulega to wątpliwości. Rzeczywista bliskość mieszkańcom, która jest możliwa do osiągnięcia dzięki zaangażowaniu się w prace rad ludzi, którzy w znacznej większości są lokalnymi fixerami – angażują się w sprawy sąsiedzkie, walczą o zieleń w swojej okolicy, zawsze byli tymi, do których można było zwrócić się o pomoc w załatwieniu spraw „wspólnych”. Rada dzielnicy to dla tej grupy miejskich aktywistów kolejna, nieco bardziej oficjalna i potencjalnie dająca większe możliwości, platforma do robienia tego, z czego dali się już poznać w swojej społeczności lokalnej.

Czy rady mogłyby działać lepiej? Oczywiście.

Pewnym problemem jest brak jednolitej tożsamości instytucjonalnej tych ciał poprzez określenie wyłącznie katalogu ich kompetencji, przy jednoczesnym braku przypisania określonych zadań. Rozłożenie akcentów w pracach rady dzielnicy pomiędzy działania strategiczne – kształtujące lub inicjujące kształtowanie polityk dzielnicowych, czy miejskich, działania interwencyjne – nakierowane na rozwiązywanie doraźnych, skonkretyzowanych problemów lokalnych oraz działania integracyjne, w tym wszelkiego rodzaju imprezy kulturalne i sportowe, zależy wyłącznie od decyzji, zainteresowań i poziomu przygotowania samych radnych. Z jednej strony, może to być poczytywane jako dające tym organom elastyczność i zdolność dostosowania do potrzeb społeczności, która reprezentują oraz realnych możliwości tego ciała, z drugiej jednak rodzi istotne ryzyka, że balans pomiędzy opisanymi powyżej trzema filarami będzie zaburzony.

Co jest przyczyną tego stanu rzeczy?

Po pierwsze, stosunkowa niedojrzałość instytucji rad dzielnicowych w Katowicach. O ile niektóre z dzielnic wybierają swoich reprezentantów już od ponad dekady, to dopiero 2020 rok był pierwszym, w którym rady funkcjonowały we wszystkich jednostkach pomocniczych.

Po drugie, niski poziom partycypacji społeczności lokalnych w pracach rad, co widoczne jest już na poziomie analizy frekwencji w wyborach do tych ciał. Kilkuprocentowa frekwencja nigdy bowiem nie przełoży się na realną współpracę na linii mieszkańcy – ich reprezentanci. Mieszkaniec traci tym samym większość korzyści, jakie rada dzielnicy rozumiana jako najbliższy jego sprawom organ samorządowy, mogłaby mu przynieść. Radni tracą natomiast, a właściwie nie nawiązują, kontaktu z mieszkańcami, co skutkować może zawężeniem ich optyki patrzenia na lokalne sprawy.

Po trzecie, miasto samo nie wie, jak żyć z radami dzielnic. Wspomniany przeze mnie brak jednolitego standardu pracy rad powoduje, że istnieć musi silna pokusa równania w tych relacjach w dół. Rady powinny być traktowane i same traktować się jako równy partner w rozmowie z innymi jednostkami miejskimi. Muszą być w tych relacjach wymagające, ale również względem siebie, odpowiednio przygotowując swoje wystąpienia.

Jaka przyszłość czeka rady dzielnic w Katowicach? Oby jak najlepsza, bo jest to w interesie wszystkich aktorów – mieszkańców, miasta i samych rad.

Default image
Bartosz Pudo
Rada Jednostki Pomocniczej nr 1 - Śródmieście.